22 lipca 2015

My Son - świątynny kompleks w sercu dżungli

Wybrzeże środkowego Wietnamu cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów. Możemy mówić o wielu czynnikach, które mają na to wpływ, wcale nie najmniej istotnym jest zaś obecność ruin kompleksu świątynnego dawnego królestwa Champa. Ruiny ukryte są pośród dżungli, co sprawia, że ich znalezienie wymaga podjęcia pewnych przygotowań, można mieć jednak pewność, że jest to wyprawa, w której warto wziąć udział.

Monumentalne kamienne bloki zachwycają w stopniu nie mniejszym niż płaskorzeźby, z których wiele owianych jest tajemnicą. Wszystkie te elementy to zresztą dowód na to, jak bardzo barwna i różnorodna jest historia terenów dzisiejszego Wietnamu i jak silne są jeszcze wspomnienia dawnej potęgi zapomnianych królestw. Naród Cham osiedlił się na tych ziemiach w drugim wieku naszej ery, jego obecność została przy tym odnotowana na ziemiach rozciągających się pomiędzy Hue oraz Phan Thiet. Gdy spojrzymy na mapę dzisiejszego Wietnamu, będzie to zarówno centralna, jak i południowa jego część. Rozkwit królestwa Champa datuje się na okres nieco późniejszy, historycy mówią więc o przedziale czasowym rozciągającym się od ósmego, do nawet czternastego wieku. Niestety, królestwo nigdy nie było bezpieczne. Jego upadek to przede wszystkim następstwo licznych wojen prowadzonych z Khmerami, ostateczny cios zadali jednak Wietnamczycy, którzy przemieszczali się wzdłuż wybrzeża w kierunku południowym. Nawet niesprzyjające warunki nie przyczyniały się do tego, że naród Cham tracił ducha. Było to możliwe przede wszystkim dlatego, że mieliśmy do czynienia z narodem, który można określać mianem wysoko rozwiniętego. Świadczy o tym choćby jego kultura i sztuka, która, pomimo licznych wojen, często poddawała się wpływowi Khmerów. Po królestwie Cham pozostały do dziś zarówno świątynie, jak i inne budynki sakralne. Analizując ich architekturę nie można nie dostrzec roli, jaką odegrała sztuka staroindyjska, choć podkreśla się również obecność wyraźnych elementów typowych dla buddyzmu, co potwierdzało, że ludność Cham potrafiła utrzymać swoją tożsamość nie zamykając się na zdobycze innych narodów. Jeśli chcemy analizować miasta i pałace dawnego królestwa musimy mieć świadomość tego, że niewiele elementów przetrwało do dziś, trudno jednak nie docenić kilku świątyń, które na centralnym wybrzeżu czekają dziś na turystów.

Na szczególne zainteresowanie zasługuje w tym kontekście My Son, której nazwa może być tłumaczona jako „piękna góra”. Ta imponująca pozostałość ogromnego zespołu świątynnego znajduje się w środku dżungli, a o jej dużym znaczeniu świadczy już choćby to, że My Son została wpisana na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Turyści mogą podziwiać aż dziesięć grup zabytkowych budowli, które dziś rozdzielają nie tylko zarośla, ale i strumienie. Centralne sanktuarium to prawdziwa duma okolicznej ludności, można w nim bowiem podziwiać wyjątkowe budowle wykonane z czerwonej cegły. Świątynie z My Son czasem określa się mianem wietnamskiego Angkor Wat. Oczywiście, nie można nie zgodzić się z mieszkańcami Kambodży uważającymi, że ich monumentalne ruiny mają pierwszeństwo, trudno jednak nie dopatrzyć się pewnych wpływów potwierdzających bliskie relacje narodu Cham i Khmerów.